Mateusz Święcicki:
Włosi, czyli chłopcy przyszłości*
To zwycięstwo nad Hiszpanią niczego nie przesądza, choć jest wspaniałym rozpoczęciem turnieju, który Włosi uwielbiają. Wygrywali go pięciokrotnie, ostatni raz w 2004 roku. Z tamtej kadry sześciu piłkarzy zostało mistrzami świata dwa lata później. Najlepszy był Daniele De Rossi.
…Nadzieja. Tym media w Italii handlują w ostatnich miesiącach. Czasem zbyt propagandowo, łopatologicznie, przesadnie, ale widocznie naród tego potrzebuje. Ledwie rok temu przeżywali największą, współczesną katuszę. Oglądali mundial beznamiętnie. Czuli się upokorzeni, bo ich tam nie było. Dwanaście miesięcy później wygrażają pięścią. Chwalą się nowymi talentami, rozpisują o pokoleniu przyszłości. O Chiesie, Pellegrinim, Keanie, Donnarummie (tak, tak!), Barelli czy Mancinim.
Futuro! To słowo pada często.
Dziś to była Italia zdyscyplinowana, świetnie przygotowana motorycznie, dojrzała i zwycięska. Nie ustrzegła się błędów, ale wstała z kolan po złym początku. Zademonstrowała charakter. Była dzielna. Miała swojego lidera, tak potrzebnego w ważnych chwilach. Federico Chiesa zagrał dziś wspaniały mecz i choć od dawna wiadomo, że jest ponadprzeciętnym talentem, chłopakiem z iskrą bożą, to ten mecz doda mu nimbu.
Niedawno czytałem z nim ciekawy wywiad. O dźwiganiu nazwiska znanego ojca, o uprzedzeniach, wyrzeczeniach, profesjonalizmie.
- Piłka zawsze była dla mnie na pierwszym miejscu. Od najmłodszych lat. Nigdy nie zarywałem nocy, nie łaziłem na imprezy, nie szukałem przygód. Wolałem zostać w domu, wyspać się, przygotować do meczu. Nie czuję, żebym tracił młodość. Największą przyjemność sprawia mi gra w piłkę.
Na azzurrinich patrzy się z wielką przyjemnością, bo po wielkiej dziurze pokoleniowej, generacji ubogiej w talenty, nadchodzi nowa grupa. Świadoma. Cholernie świadoma. I przekonana o własnej wartości.
Mam wrażenie, że po tym jednopokoleniowym niebycie (mówił o tym m.in Giorgio Chiellini w programie "Prosto w Szczenę), Włosi zatoczyli koło. Wrócili do czasów, kiedy szkolili świetnych piłkarzy, mieli na to pomysł, system i energię. Chcieli to robić. Bardziej niż sprowadzać stranierich za olbrzymie sumy.
Nie wiem, czy w tej generacji będziemy mieć supertalenty na miarę Tottiego, del Piero czy Baggio. Nie wiem nawet, czy ktoś nawiąże klasą do Pirlo czy Nesty. Na pewno jednak Italia nie będzie musiała w najbliższych latach naturalizować kolejnego Edera, by mieć kogo wystawić w ataku na poważny turniej.