Już w piątek w Bolonii Włochy-Polska w Lidze Narodów. Dla nas to nowe otwarcie pod wodzą Jerzego Brzęczka. Niemal identycznie wygląda sytuacja u Włochów, gdzie dopiero od połowy maja ze Squadra Azzurra pracuje Roberto Mancini. Selekcjoner Italii to jedna z legend Calcio, dwukrotnie wygrywał Scudetto w barwach Sampdorii i Lazio. Jako trener sięgnał aż po 13 trofeów we Włoszech, Anglii i Turcji. By przybliżyć sylwetkę Mancio porozmawiałem z jego wieloletnim współpracownikiem i …asystentem z czasów pracy w Lazio i Interze, Fernando Orsim. Zapraszam!
Jakim trenerem jest Roberto Mancini?
- O Roberto Mancinim mówi się, że był trenerem już jako zawodnik. Dlatego naturalne jest to, że teraz odnosi w tej roli sukcesy. Gdy grał, zachowywał się na boisku jak szkoleniowiec. Bardzo dużo podpowiadał, starał się wręcz ustawiać swoich kolegów. Niektórym to pomagało, ale zdarzali się też tacy, którzy nie mogli tego znieść. Idealnym przykładem jest Diego Fuser, który odszedł z Lazio, bo nie miał dość takiego zachowania Manciniego. Roberto, jako trener wszędzie radził sobie dobrze. Prowadzone przez niego zespoły zawsze były w stanie coś wygrać. Obecnie chce podnieść reprezentację Włoch. Według mnie praca selekcjonera od zawsze była jego marzeniem. Jako trener osiągnął najwyższy poziom, wygrał bardzo wiele i przejęcie najważniejszej drużyny w kraju to kolejny krok.
Dlaczego Mancini to trener, który wygrywa? Jakie są jego najmocniejsze strony?
- Poza dużą charyzmą, którą potrafi zjednać sobie zawodników, jest to trener, który bardzo dobrze analizuje każdy mecz. Świetnie reaguje na to, co dzieje się na boisku. Dzięki temu, nawet, jeśli zdarzy mu się nie trafić ze składem, potrafi skorygować błędy odpowiednimi zmianami w trakcie meczu. Zdarza mu się nagle zmienić taktykę, jeśli widzi taką potrzebę.
Pracowaliście razem przez wiele lat, jak wygląda codzienna praca Manciniego? Jakie stosuje metody?
- Największy nacisk kładzie na aspekt taktyczny. Szczególnie na początku swojej kariery trenerskiej bardzo mocno nad tym pracował. Potem zrozumiał, że w wielkich zespołach, poza taktyką, bardzo ważne jest odpowiednie zarządzanie zespołem. Potrafi rozmawiać i znaleźć nić porozumienia z wielkimi piłkarzami. Odpowiednio zarządza ich ego. Dzięki bogatej karierze piłkarskiej zawodnicy czują do niego respekt. To daje mu przewagę nad niektórymi trenerami.
Jak wspomina Pan Manciniego z jego kariery piłkarskiej?
- Roberto był wspaniałą „dziesiątką”. Miał wielką jakość i ogromną fantazję. Zawsze cechowała go brawura. Na boisku był altruistą. Sprawiał, że wielu środkowym napastnikom grało się dużo łatwiej. W Sampdorii stworzył legendarny duet z Gianlucą Viallim. Największą frajdę sprawiało mu wypracowywanie sytuacji dla kolegów. Wolał asystować, niż samemu zdobywać bramki. Często, będąc już w polu karnym, zamiast uderzać samemu, szukał innego zawodnika.
Squadra Azzurra po raz pierwszy od 60 lat nie pojechała na Mistrzostwa Świata. Reprezentację czeka poważna przebudowa. Dlaczego Mancini to odpowiedni człowiek do tej pracy?
- Jestem przekonany, że sobie poradzi, bo to bardzo ambitny gość. Za wszelką cenę chciał prowadzić reprezentację Włoch. Jako piłkarz opuścił Squadra Azzurra po kłótni z Arrigo Sacchim, co kosztowało go wyjazd na Mundial w Stanach Zjednoczonych. Dlatego, jako trener, tym bardziej chce osiągnąć z nią coś ważnego. Myślę, że padło na Manciniego, bo nie boi się stawiać na młodych zawodników a zespół potrzebuje świeżej krwi. Jego powołania pokazują, że chce iść właśnie w tym kierunku.
Kto z tej listy powołanych może być pozytywnym zaskoczeniem? Kilka nazwisk dla kibica spoza Włoch może być dość anonimowych.
- Jest wielu młodych zawodników. Myślę, że Mancini dokonał takiego wyboru, by przyzwyczajać ich do odpowiedzialności i dać im trochę doświadczenia. Oczywiście, w meczu trzeba postawić na tych, którzy najprawdopodobniej mogą zapewnić zwycięstwo, ale jestem przekonany, że znajdzie się również trochę miejsca dla młodych debiutantów. Praca selekcjonera jest dość specyficzna. Niektórym piłkarzom chciałby się po prostu przyjrzeć z bliska.
Spędziliście razem sporo czasu, jaka historia przychodzi Panu do głowy na myśl o Mancinim?
- Mancini, gdy się zdenerwował zawsze bardzo mocno podnosił głos. Wręcz kłócił się z niektórymi zawodnikami, ale gdy napięcie opadało nigdy nie miał do nich pretensji. W trakcie meczów najbardziej wrzeszczał na tych, którzy biegali najbliżej ławki rezerwowych. Pamiętam z czasów, gdy pracowaliśmy w Interze, że najtrudniejszą przeprawę z Mancinim miał Andy van der Meyde, który często traktował po macoszemu założenia taktyczne i przez to obrywał potrójnie. Widać było, że gdy rozpoczynała się druga połowa i biegał daleko od Roberto, odczuwał ulgę. Po meczu często razem z tego żartowali. Mancini zawsze na pierwszym miejscu stawiał dobro zespołu. Nawet, jeśli ktoś mu podpadł w trakcie meczu, ale potem harował na treningach, to mógł liczyć na miejsce w składzie w kolejny weekend.
Wracając do piątkowego meczu. Wielu polskich piłkarzy występuje w Serie A. Oprócz tego mamy też w składzie zawodników, którzy na pewno są we Włoszech świetnie znani, jak Glik, Lewandowski czy Krychowiak. Italia może się obawiać tego spotkania?
- Jeśli zobaczymy reprezentację Polski w takiej formie jak na Mundialu, to nie mamy się czego bać. W Rosji wyglądaliście na zespół speszony, niepewny własnych umiejętności. Macie piłkarzy wielkiego formatu jak Glik, Lewandowski, Krychowiak czy Milik, którzy mają duże doświadczenie. Tacy zawodnicy mogą wyrządzić krzywdę jakiejkolwiek drużynie. Kluczowe jednak jest to, żeby pokazali inne podejście mentalne niż w trakcie Mistrzostw Świata.
Liga Narodów to nowy projekt, nie wszędzie jest traktowany poważnie, jakie podejście jest we Włoszech?
- Gdyby więcej ludzi rozumiało zasady, na jakich jest rozgrywana Liga Narodów, pewnie zainteresowałaby szersze grono kibiców. Na tę chwilę mało kto rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli zdołamy wygrać tę grupę, pokonać Polskę i Portugalię to będzie wielki krok do przodu. Można być pewnym, że Mancini podchodzi do tego projektu bardzo poważnie.