Tak sobie słucham w Dusznikach młodych polskich pianistów, przed kwadransem Mateusza Mikołajczaka, zajmująco grającego Prokofiewa, teraz bardzo ciekawie interpretującej Szymanowskiego Martyny Kubik, spoglądając ukradkiem na słuchających, a wśród nich na słynnych pianistów, np. na przyjeżdżającą tu każdego roku Martę Sosińską…
Słucham i przypominam sobie tutejsze festiwalowe kreacje, choćby tylko dzieł Mistrza Karola, np. niezapomniane interpretacje Jerzego Godziszewskiego czy pokoncertowe dyskusje z Marianem Wallek-Walewskim, Janem Weberem i łezka się w oku kręci… Nie ma ich już wśród nas, a tak bardzo ich brakuje…Kończy się tamten świat moich idoli, moich ideałów, rodzą się niby nowe, ale z bólem, a czas ucieka…
Jednak ten dzisiejszy Szymanowski Pani Martyny - zainspirował mnie i nostalgicznie nastroił… Znów rodzi się nowe!