Instytut Pamięci Narodowej
about 3 years ago

🟥 Kazał strzelać nawet do dzieci. Po wojnie... został stróżem prawa

Szesnaście osób – ośmioro Polaków i ośmioro Żydów zginęło zaraz po sobie tylko dlatego, że Niemcy dzielili ludzi na „wartych i niewartych życia”, a za wszelką pomoc, jaką świadczono wykluczonym i prześladowanym, zabijali całe rodziny. 77 lat temu ich ofiarami padli Ulmowie i ukrywani przez nich Żydzi.

Markowa na Podkarpaciu. Tu w nocy z 23 na 24 marca 1944 roku wydarzył się niewyobrażalny dramat niewinnych os...ób. Niemcy byli tego dnia dosłownie panami życia i śmierci. Jeszcze nie wstał świt, gdy niemieccy żandarmi okrążyli gospodarstwo Józefa i Wiktorii Ulmów. Rozkazy wydawał por. Eilert Dieken – szef posterunku żandarmerii w niedalekim Łańcucie. Pomagało mu czterech innych Niemców: Josef Kokott, Michael Dziewulski, Gustaw Unbehend i Erich Wilde.

U Ulmów zjawiło się też kilku tzw. granatowych policjantów (funkcjonariuszy utworzonej przez Niemców formacji Polnische Polizei im Generalgouvernement, w której służyli Polacy). Od jednego z nich – Włodzimierza Lesia – wszystko się zaczęło. To on najprawdopodobniej doniósł Niemcom na Ulmów…

Najpierw z rąk Niemców zginęło ośmioro Żydów – członkowie rodzin Szalów i Goldmanów, w tym matka z małym dzieckiem. Później przyszła kolej na Polaków. Oprawcy wyprowadzili wielodzietną rodzinę przed zabudowania. Pierwszy od kuli zginął Józef Ulma – 44-letni żywiciel rodziny. Niemcy strzelili też do młodszej o 12 lat żony gospodarza, Wiktorii. W chwili śmierci była w ostatnim miesiącu ciąży.

Nastąpiła chwila przerwy, bo kaci nie wiedzieli, co zrobić z dziećmi zamordowanego małżeństwa. Ale Dieken szybko rozwiał ich wątpliwości rozkazując strzelać. W krótkich odstępach czasu Niemcy zabili jeszcze: 8-letnią Stanisławę, 6-letnią Barbarę, 5-letniego Władysława, 4-letniego Franciszka, 3-letniego Antoniego. Najmłodsza ofiara – Maria – miała zaledwie 1,5 roku…

– Patrzcie, jak giną polskie świnie, które przechowują Żydów! – wykrzyknął żandarm Josef Kokott, najwyraźniej dobrze bawiący się przy masakrze Polaków, którzy dali schronienie żydowskim potrzebującym. Sam z zimną krwią zamordował kilkoro dzieci.

Gdy było już po wszystkim, oprawcy urządzili alkoholową libację. Potem okradli zwłoki i… po prostu odjechali. – Tego mi było potrzeba – rzucił Kokott, przywłaszczając sobie kosztowności znalezione przy zwłokach Goldy Goldman.

Posterunkowy Leś – jak wynika z relacji komendanta Batalionów Chłopskich Stanisława Kojdera „Hela” – ukradł kurtkę zamordowanego Józefa Ulmy. Pół roku później już nie żył – zginął z rąk polskiego podziemia.

Ale niemieccy oprawcy mieli się dobrze. Z jednym wyjątkiem. Szeregowy Kokott wpadł przypadkowo, mieszkając po wojnie w Czechosłowacji. W 1958 roku wydano go Polsce i osądzono w Rzeszowie. Media nazwały go „diabłem z Łańcuta”. Kokott nigdy nie przyznał się do zabicia dzieci Ulmów. Wyrok śmierci złagodzono mu na dożywocie, a następnie na ćwierć wieku więzienia. Nie doczekał jednak wolności. Zmarł w 1980 roku, po 22 latach odsiadki.

Tymczasem człowiek, który 24 marca 1944 roku decydował o życiu i śmierci Ulmów, Szalów i Goldmanów, po wojnie… piął się po szczeblach kariery. Był... stróżem prawa – inspektorem policji w Esens w Niemczech Zachodnich. Umarł w zaciszu domowym piętnaście lat po wojnie, w poczuciu bezkarności za popełnione zbrodnie. Wydawało się, że tajemnicę z przeszłości zabierze do grobu. Jego rodzina i znajomi jeszcze długo żyli w niewiedzy.

Aż nadszedł rok 2013. W Markowej rozpoczęto już budowę Muzeum Polaków Ratujących Żydów, którego patronami uczyniono Rodzinę Ulmów. Inicjatorem powstania placówki był dr Mateusz Szpytma – obecnie wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej. Zainteresował się listem, jaki do Muzeum-Zamek w Łańcucie przesłała właśnie Greta Wilbers – córka Diekena, nieświadoma zbrodni swego ojca. Wprost przeciwnie, pisała w nim o dobroci, jakiej rzekomo z rąk niemieckiego porucznika doświadczyli ludzie podczas okupacji.

Dr Szpytma od lat stara się ustalić powojenne losy oprawców z Markowej. W 2013 roku spotkał się z córką zbrodniarza. Zostawił jej w kopercie list, w którym wyjawił fakty z przeszłości Diekena. Prawda była brutalna: szanowany obywatel, pomocny sąsiad i kochający ojciec podczas wojny z zimną krwią mordował niewinnych ludzi.

***

24 marca – w rocznicę tragicznych wydarzeń w Markowej – obchodzimy Narodowy Dzień Polaków Ratujących Żydów.

Polacy stanowili największą grupę spośród uhonorowanych przez izraelski Instytut Yad Vashem tytułem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata". Było ich ponad 7000.

Fot. Muzeum Polaków Ratujących Żydów/ Museum of Poles Saving Jews

See more
No photo description available.
No photo description available.
No photo description available.