Informacja prasowa z wczoraj...
"Kurdyjka, która przez kilka tygodni tkwiła na granicy białorusko-polskiej, zmarła w piątek wieczorem w polskim szpitalu, podczas gdy jej męża i pięcioro dzieci przetrzymywano w obozie.
Avin Irfan Zahir, lat 38, z dystryktu Zakho w prowincji Duhok, zachorowała z powodu odwodnienia i bardzo zimnej pogody. Została przyjęta do szpitala 11 listopada w powiecie Hajnówka, niedaleko granicy z Białorusią.
...Kiedy przybyła do szpitala, straciła już dziecko i była w stanie krytycznym, powiedział personel medyczny szpitala.
Jej mąż i pięcioro innych dzieci było przetrzymywanych przez polskie władze osobno w obozie poza miastem.
Avin zmarła w piątek wieczorem, mimo że lekarze podejmowali ogromne starania, by uratować jej życie.
Przyjechała na Białoruś wcześniej w listopadzie, aby dołączyć do tysięcy innych osób próbujących przekroczyć wschodnią granice UE - do Polski. Przeszła na drugą stronę granicy, ale gehenna w lasach zabiła jej dziecko.
Lekarz nadzorujący zespół prowadzący leczenie w szpitalu w Hajnówce powiedział, że Avin nosiła martwe dziecko przez 20 dni, co wywołało poważną infekcję w jej ciele".
https://www.basnews.com/en/babat/727315
EDIT: autor tej notatki prasowej powinien był napisać, że dzieci i mąż są w bezpiecznym miejscu, pod dobrą opieką, z bezpiecznym już pobytem, a nie w "obozie".