Chciałam mieć spokojną sobotę, a jestem w*urwiona od rana.
Przeczytałam tekst Marcina Kąckiego. I, niestety, nie mogę napisać zbyt wiele o źródle mojego wkurwienia. Nie mogę napisać swojej własnej perspektywy. Nie mogę napisać, kto do mnie napisał, kto ze mną rozmawiał o krzywdzie, której doświadczył ze strony Marcina.
Nie mogę napisać o kobietach, które zwracały uwagę na seksistowskie, mizoginistyczne zachowania. Na komentarze dotyczące ich seksualności.
Nie mogę napisać ...o tym, czy NAPRAWDĘ te kobiety Marcinowi wybaczyły, jak twierdzi autor tej autolaurki pod przykrywką spowiedzi.
Nie mogę, bo się boję. O to, że oberwę ja, że oberwą dziewczyny, które pragną zachować anonimowość.

Wiecie co? Rozmawiałam dziś z dziewczynami, które doświadczyły ze strony Marcina „nieprzyjemności”. Są zdruzgotane. Nie mogą się uspokoić. Rzucają talerzami w ścianę bo czują, że kolejny raz, kolejny k*rwa raz narracja należy do faceta. Faceta, który je skrzywdził. Czy pójdą z tym do gazety? Czy przygotują pozew? NIE, BO TAK WYGLĄDA WŁAŚNIE ŚWIAT.
Świat, w którym nadal to mężczyźni (tu edit: oczywiście - nie wszyscy i nie tylko. Fortunniej byłoby napisać: osoby, które mają władzę) narzucają swoją perspektywę, dyktują warunki, piszą długie teksty o swoim nieszczęściu, by między wierszami przemycić co nieco o własnej przemocy.

Marcin pisze o „strachu przed nagonką oraz potrzebie pielęgnowania własnego autorytetu” i dla mnie właśnie o tym jest ten tekst.
Bardzo mi przykro, że reporter miał depresję. Przykro mi, że uciekał w alkohol, w autodestrukcję, że nie umiał poradzić sobie z presją bycia reporterem od spraw beznadziejnych.
Ale to nie zmienia faktu, że „bezkarność” takich zachowań nie powinna zostać bezkarna. Marcin pisze w swoim tekście, że mężczyźni czasem boją się „metoo”. Cóż, gdybym miała tego typu zachowania za skórą, też bym się bała.

Niezwykle uderzył mnie fragment, który – według mnie – jest czystą manipulacją. Metoo sprzyja wyniesieniu każdej URAZY do rangi przestępstwa? Wracając jeszcze raz do tego, czego nie mogę napisać – nie mogę napisać o „urazie”. Ale to, co się stało, urazą nie jest. Urazą dla skrzywdzonych kobiet jest za to tekst Marcina. Bo tym tekstem odebrał im sprawczość.

„Tak, rewolucja karmi się strachem, a metoo ma rangę rewolucji, spełnia podstawowe kryteria – obala system oparty na milczeniu, proces zachodzi bardzo szybko, zmienia struktury społeczne, normy i zachowania, i ma też skrajne oblicze - sprzyja wyniesieniu każdej urazy do rangi przestępstwa nowych czasów, brzydzi się umiarem, bo ten nie daje sprawczości, jest ekspansywne i ma swoją propagandę, czyli język”

O osobie, którą przywołuje Marcin pisze, że „nazwała moje zachowanie przekroczeniem i powiedziała, że mam pamiętać, że nie znaczy nie”.
Wracając do tego, czego nie mogę – nie mogę pochylić się nad tym zdaniem, nad jego interpretacją, więc może zostawię to po prostu Wam.

Wychodzę z internetów bo nie zniosę widoku kolejnych udostępnień tego tekstu z komentarzem o tym, jaki to Marcin jest odważny.

PS. Marcin nie współpracuje już z PSR.

See more
590
89
30